|
Przy ulicy Powstańców Śląskich w Zalesiu Śląskim rośnie ponad 100-letnia lipa, która została posadzona po I wojnie światowej. Posadził ją brat dziadka Joachima Tiszbierka - mieszkańca naszej miejscowości, który zainterweniował w sprawie lipy a dokładnie z powodu przesadnego obcięcia jej gałęzi. Jak poinformował pan Joachim - początek całego zamieszania wokół lipy miał miejsce kilka lat temu, kiedy robiono kanalizację deszczową. Podcięto wtedy korzenie drzewa, co w efekcie mogło zagrażać bezpieczeństwu ludzi. Chciano więc wtedy obciąć jej gałęzie, aby zmniejszyć opór, który drzewo stawiało wiatru. Jednak w 2003 roku przedstawiciele Parku Krajobrazowego Góra Świętej Anny nie wydali na to zgody. Od tego momentu z drzewem nic się nie stało, nawet podczas silnych wichur, które przez ten czas nawiedziły naszą okolicę wielokrotnie.
Teraz drzewo zostało ogołocone do cna - mówi pan Joachim. Interweniował w tej sprawie telefonicznie do Urzędu Miejskiego w Leśnicy. Na miejscu zjawili się pracownicy urzędu i przekazali firmię, której wcześniej Urząd Miejski zlecił ścinkę, aby nie ścinali wszystkiego. Jednak mimo tych próśb gałęzie zostały przycięte zbyt mocno - twierdzi pan Joachim. Firma nie zamalowała konarów, a powinna była to zrobić, żeby nie dostał się tam grzyb. Jak z tego powodu drzewo zacznie próchnieć i schnąć, to dopiero wtedy będzie stwarzać zagrożenie. Lepiej by już było, żeby je całkowicie ściąć, niż żeby stało takie ogolone - mówi pan Joachim.
- Gałęzie obcięte zostały na zlecenie Urzędu Gminy, który jest właścicielem i wykonane zgodnie ze sztuką dendrologiczną – mówi Anna Wyschka z UM w Leśnicy. – Specjalistyczna firma wykonała zabiegi pielęgnacyjne lipy ze względu na interes mieszkańców i interwencję sołtysa w tej sprawie. Drzewo to stwarzało zagrożenie dla ich życia i mienia.
- Gałęzie niszczyły dach sąsiada – mówi Urszula Lisoń z UM w Leśnicy. – Wiadomo, że przez siedem lat konary się rozrosły. Na pewno drzewo zostanie zamalowane, chociaż na dzień dzisiejszy nie jest to wymóg.
- Kiedy robiono kanalizację, wykopano korzenie i wycięto je od strony mojej posesji – mówi właściciel posesji sąsiadującej z drzewem. – Gdyby przyszedł silny wiatr, to drzewo mogłoby się przewrócić na mój dom. Ponadto gałęzie niszczyły mi dach. Poprosiłem sołtysa, bo pomógł mi w tej sprawie. Powiat wydał zezwolenie na ścięcie gałęzi. Wszyscy sąsiedzi są z tego zadowoleni.
źródło: "Strzelec Opolski"/UJ |